
Wracając ze szkoły, pełna wiosennego natchnienia, wstąpiłam do cukierni żeby kupić mamie ciastko do porannej kawy. Zobaczyłam wówczas, przez cukiernianą szybkę lady, wielkie pudło cudownych różowych bezów. Zakupiłam dwa czekoladowe ciastka- jedno dla mamy drugie dla ciężko uczącej się siostry, no i cudowne pudło bezów!
Dość miło mi się kojarzą te cudeńka, bo Mama często robiła je sama, jak byłyśmy młodsze. Niestety zawsze były one naturalnego koloru, gdyż widocznie nie popierała ona sztucznych barwników.. :>
W dodatku kojarzy mi się jedno zdjęcie, które zrobiło na mnie przeogromne wrażenie. Było to zdjęcie zamieszczone w ulubionym magazynie o wnętrzach Art&Decoration (niegdyś 9zł, teraz w dobie kryzysu- 16zł). Dzięki temu zdjęciu wyklarował się mój gust 'wnętrzarski'. Kiedyś nie miałam pojęcia czy wole pełen kolorów pop-art czy też angielskie różyczki. Po zobaczeniu tego zdjęcia, uznałam, że styl angielskiej prowincji, to jest to. Stary dom z pięknym swobodnym ogrodem, pełne przytulności sprzęty, dużo uroczych dodatków, różyczki, koroneczki, kwiatuszki, krateczki, kropeczki...
Na dziś proponuję impresję z bezami, która poniekąd nawiązuje do mojej diety-cud.. miałam nie jeść, ale niestety kilka bezów skończyło w moim przepastnym żołądku! :P
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz